autor: Krzysztof
Jakubowski. Dziennik Polski 14 maja 2005 r.
Główną osią komunikacyjną Woli
Justowskiej był trakt biegnący od kościoła Norbertanek
i wzgórza Salwatorskiego - przez dziesiątki lat
bezimienny - nazwany dopiero w roku 1912 imieniem
Królowej Jadwigi. Przy trakcie tym - ze względu
na pas przedpola Twierdzy, dość rzadko zabudowanym
- wzniesiono w latach 1886 - 1887 strzelnicę wojskową.
Była to drewniana budowla, wysoka,
chociaż jednokondygnacyjna, z centralną rotundą
nakrytą wielospadowym, spłaszczonym dachem i dwoma
skrzydłami po bokach. Cały teren liczył około
10 hektarów powierzchni, a zamykał go ziemny wał
- tzw. kulołap - ze względów bezpieczeństwa zwyczajowo
stosowany w tego typu obiektach.
Obok żołnierzy austriackich, na
strzelnicy tej ćwiczyli póżniej między innymi
członkowie Związku Strzeleckiego zwanego potocznie
''Strzelcem'' - paramilitarnej organizacji powołanej
w roku 1910. W przededniu wybuchu pierwszej wojny
światowej doskonalili tu swe umiejętności legioniści
komendanta Józefa Piłsudskiego, a wielu z nich
wywodziło się właśnie ze ''Strzelca''. Strzelnicę,
z okresu jej świetności podziwiać można na karcie
widokowej, wydanej przez Drukarnię Władysława
Ludwika Anczyca, w roku 1928. Co godne podkreślenia,
nosiła ona imię generała Zygmunta Zielińskiego
- o czym nikt chyba dziś już nie pamięta.
Podobnie zapomniana zdaje się być
postać samego generała, jednego z nielicznych
generałów broni w międzywojennej, polskiej armii,
jako że marszałek Piłsudski unikał nadawania tego
najwyższego stopnia, nie robiąc wyjątku nawet
dla najwierniejszych współpracowników. Zygmunt
Zieliński (1858 - 1925) był krótko dowódcą III
Brygady Legionów, Korpusu Posiłkowego oraz jednej
z armii w wojnie 1920 roku. Po koniec życia związany
z Krakowem, mieszkał przy ul. Garncarskiej 4.
Zarówno w okresie międzywojennym,
jak i po drugiej wojnie światowej, strzelnica
należała do krakowskiego garnizonu. Wojsko było
zatem od zawsze jej naturalnym, solidnym administratorem.
Kłopoty zaczęły się w latach dziewięćdziesiątych,
kiedy strzelnicę przejęła gmina. Po kilku latach,
cały 10 - hektarowy teren Wydział Skarbu Miasta
wydzierżawił Fundacji Rozwoju Turystyki i Rekreacji
Wawel - Sport, pod warunkiem, że ta wyremontuje
zabytkowy, drewniany obiekt. Pomimo kilkakrotnej
prolongaty terminu nigdy nie przystąpiono do prac
(trudno za takie uznać prowizoryczne podstemplowanie
kilku osłabionych krokwi), toteż miasto naliczało
fundacji karę w wysokości 800 tys. zł rocznie.
Jedynym rezultatem było jednak zaskarżenie tej
decyzji do sądu i trwające już kilka lat, urzędowe
przepychanki.
Tymczasem sama strzelnica, początkowo
wydzierżawiona przez fundację prywatnemu inwestorowi
na okres 30 lat, sprzedana została temuż, w roku
2004 za kwotę 926 tys. zł. Podobno ma on zamiar
urządzić tam restaurację i kawiarnię. Ponieważ
jednak inwestor zwlekał i nie przedłożył w ustalonym
terminie projektu prac adaptacyjnych, wojewódzki
konserwator zabytków postanowił zawiadomić prokuraturę
i Urząd Miasta Krakowa o niedotrzymaniu warunków
umowy.
Nad tym ciekawym niszczejącym od
lat zabytkiem tak drewnianego, jak i militarnego
budownictwa wiszą od dawna czarne chmury i można
jedynie wyrazić nadzieję, że nie podzieli on losu
podobnych, nietuzinkowych obiektów, jakie w ostatnich
latach zniknęły bezpowrotnie z pejzażu miasta.
Tę słabą nadzieję podtrzymać może jedynie nieugięte
stanowisko urzędu konserwatorskiego, a w konsekwencji
wypowiedzenie przez miasto umowy o wieczyste użytkowanie.
Precedens w postaci odzyskanego
Zajazdu Kościuszkowskiego - obok Dworku Białoprądnickiego
- już jest.
|