|
(...) Wawel nasz! Jaki urok, jaką
siłę magiczną posiadają te słowa. Szczególnie
niezwykła rola przypadła Wawelowi w okresie zaborów.
Zawsze było to szczególne miejsce, nasycone jak
mało które historią. Prawdziwa świętość. Serce
i dusza narodu. Zwornik jego dziejów.
Wszystko to, co najlepsze, jak w
soczewce skupiało się na Wawelu, który zwłaszcza
w okresie zaborów wrósł w świadomość narodową.
Tak zamek, jak i katedra dawały pokoleniom "zrodzonym
w niewoli" świadectwo największych wielkości,
tych, które tworzyły polską przeszłość. To właśnie
na Wawelu stawała przed oczami naszych praojców
historia, która przez wieki wpisana była w mury
wawelskie, tak katedry, jak i zamku. To przecież
historia stworzyła z Wawelu sanktuarium narodowe
i symbol trwania - mimo wielu niepowodzeń - narodu
i państwa polskiego. Zwłaszcza po roku 1795, kiedy
to Rzeczypospolita Obojga Narodów została ostatecznie
wykreślona z ówczesnej rodziny państw europejskich.
Na początku stycznia roku 1796 Kraków przejęli
Austriacy.
Nadeszły niezmiernie smutne czasy,
które uczyniły z Wawelu na przeszło sto lat niekwestionowany
symbol polskości, a co za tym idzie ciągłości
i tradycji. Panteon i Akropol zarazem. Porównania
sięgały także Syjonu i Jeruzalem. Urastał Wawel
do symbolu zwornika dziejów, niekwestionowanego
stróża narodowych pamiątek. To właśnie w czasie
rozbiorów Kraków, a wraz z nim Wawel, zyskał funkcję
duchowej stolicy trzech zaborów, a miasto w tym
czasie stało się celem narodowych peregrynacji
Polaków, którzy stając w jego murach, przeżywali
fascynację polskością, umacniając przy tym nieodpartą
wiarę w przyszłe odrodzenie Rzeczypospolitej.
Na tej patriotycznej trasie pielgrzymowania rodaków
szczególna rola przypadła królewskiej katedrze
na Wawelu.
To w jej podziemiach w 1817 roku
pogrzebano księcia Józefa Poniatowskiego, zaś
w roku następnym przybyła w krypcie św. Leonarda
trumna z ciałem Tadeusza Kościuszki. W roku 1890
dołączyła do katedralnych krypt trumna ze szczątkami
Adama Mickiewicza. Katedra krakowska z racji pochówku
w niej bohaterów narodowych i wieszczów zaczęła
przypominać angielski Westminster. To właśnie
tę świątynię nazywano najcenniejszą narodową relikwią.
W odczuciu ówczesnych wszystko, co najlepsze i
najszlachetniejsze, skupiało się w katedrze. Stała
się rychło miejscem narodowych peregrynacji i
jakże autentycznych historycznych wzruszeń, wynikających
z refleksji historiozoficznych nad przeszłością.
A współcześni chwytali na tym świętym wzgórzu
wszystko to, co ulotne, niematerialne, duchowe
genius loci Wawelu.
W pierwszej połowie XIX wieku odwiedziła
Kraków i Wawel Wirydianna Fiszerowa, która te
słowa skreśliła o nim:
Kraków to ziemia święta mego kraju.
Kroku tam postawić nie można, by nie stąpać po
historycznych zabytkach, by nie odnajdywać prochów
wielkich ludzi, którzy swój naród wsławili.
Historiozofia przenikała każdego
pielgrzyma już u progu wawelskiego wzgórza. Poprzez
przywrócenie katedrze jej funkcji nekropolicznej
przypomniano jej znaczenie w dziejach, a zarazem
uwypuklono wpisaną w katedralne mury symboliczną
ciągłość narodu, który pomimo braku własnej państwowości,
dzięki historii począł żyć nowym życiem, jakby
w oczekiwaniu na odrodzenie państwowego i narodowego
bytu. Wawel był wielką ogólnonarodową katechezą.
Uczył, upominał, napawał wiarą w nieodgadnioną
przyszłość. W murach wawelskich dostrzegano niezwykłe
misterium dziejów, godne poznania przez wszystkich
bez wyjątku.
W połowie XIX stulecia te słowa
pisał o katedrze Jan Wincenty Smoniewski:
To arka narodu naszego stoi na Górze
Wawel. Jest to święty pomnik dawnej wielkości,
świetności i zamożności narodu. Jest to świadek,
który najdokładniej naszą przeszłość przedstawia.
Jest to historia obrazowa i skarb najdroższy dla
każdego Polaka (...).
Podobnie myślał pisarz Józef Mączyński,
kreśląc o katedrze te zdania: Z pomiędzy wszystkich
kościołów, które Krakowowi wyjednały imię drugiego
Rzymu, pierwszeństwo przyznać należy kościołowi
katedralnemu, temu chrześcijańskiemu i polskiemu
Panteonowi. Inne są może równie piękne, wspaniałe,
ale w żadnym nie ma tej okazałości, w żadnym nie
przejmie cię tak uroczyste uszanowanie.
- Tu wśród powierzonych Bogu pamiątek
i wspomnień, żyjesz wielkim życiem przeszłości,
tu jeżeli tylko umiesz czytać uczuciem, gmach
ten stanie ci się kamienną księgą dziejów kraju
i kościoła i będziesz w niej czytał to, co cię
zachwyci, rozczuli, nauczy i cnotliwym uczyni.
Obok katedry wznosił się pałac królewski,
pamiętający czasy Piastów i Jagiellonów. W stuleciu
niewoli przechodził zmienne koleje losu, zrazu
zamieniony m. in. na przytułek, potem w zamkowych
komnatach urządzili Austriacy koszary dla wojska.
Przerażał upodleniem, na które skazał go zaborca.
Powszechnie - zwłaszcza w drugiej połowie XIX
wieku - bolano nad jego stanem. W tym czasie Wawel
urastał do wymiaru symbolu. Esencji polskości.
Summy dziejów i narodowej chwały. Wszystko to
skłaniało do patriotycznych, nie pozbawionych
patosu, wzruszeń. Jeszcze przed połową stulecia
bard romantycznego Krakowa Edmund Wasilewski pisał:
Na Wawel, na Wawel, krakowiaku żwawy!
Podumaj, potęsknij nad pomnikiem sławy,
Dzieje twojej ziemi na grobowcach czytaj,
Twoich wodzów groby uściskiem powitaj,
Powitaj uściskiem, w oczy spojrzyj śmiało,
Bo w tobie w dół patrzeć nigdy nie przystało.
Przeto na Wawel podążali rodacy
z Warmii, Mazur, czy Śląska, dla których Wawel
stał się miejscem identyfikacji narodowej i przez
to samookreślenia państwowego. Tutaj stawali się
Polakami. Wawel bowiem metafizycznie przyciągał.
Paraliżował umysły, dodając nowych sił. Narzucał
polskość.
W roku 1858 przebywał w Krakowie
Stanisław Moniuszko. Swoje wrażenie z pobytu pod
Wawelem notował:
Pospieszyłem na Wawel. O wrażeniu jakiegom doznał,
pisać nie usiłuję. Serce moje nie biło, ale trzęść
się zaczęło, a widok pamiątek i grobów całych
dziejów naszych poważnym dreszczem mnie przejął.
Wtórował mu Józef Ignacy Kraszewski, który w roku
1871 gościł w Krakowie.
Na Wawel - pisał - droga pusta,
przed katedrą polskich kościołów, przed Westminsterem
Polski cicho. (...) Cóż to za kościół grobowy!
Co za zbiorowisko niezrównane monumentów, które
się gromadzą na stworzenie trenu żałobnego do
Boga i śpiewają po swojemu: Boże, coś Polskę!
(...) Co za las pomników, napisów, wspomnień,
sławy początków i bólów blizn.
Podobnych relacji mozna mnożyć w
nieskończoność. Wszystkich wzruszała katedra z
racji patosu dziejów w niej nagromadzonego. Jedno
można skonstatować - to wtedy Wawel stał się symbolem
ojczystej przeszłości, miejscem, w którym - choć
na chwilę - zapominało się o otaczającej smutnej
zaborczej rzeczywistości, a myśli wybiegały ku
wolnej i niepodległej Polsce, w której powstanie
niezbicie wierzono. To właśnie tutaj, przy historycznych
pomnikach, sięgały zenitu patriotyczne uczucia
narodu, który zawsze dążył do uzyskania niezależnego
politycznego bytu. Pielgrzymowano na Wawel na
szczególną lekcję historii, której udzielały współczesnym
pomniki królewskie przywołujące wielkie zdarzenia
z przeszłości.
Nadszedł wreszcie decydujący dla
zamku królewskiego rok 1880. 8 lipca na posiedzeniu
sejmowym prezydent Krakowa Mikołaj Zyblikiewicz,
a wówczas poseł, złożył nagły wniosek, aby Wawel
uczynić cesarską rezydencją w okresie pobytu cesarza
Franciszka Józefa I w Galicji. Pisał o tym do
Edwarda Błotnickiego: zdaniem moim (Wawel) można
odebrać z łatwością, lecz jedynie z inicjatywy
samego cesarza, a jeśli się nie mylę, to cesarz
gotów do tej inicjatywy za pierwszym przybyciem
do Galicji. Rodził się plan przejęcia Wawelu z
rąk Austriaków. We wrześniu 1880 roku Franciszek
Józef I przybył do Krakowa. W czasie swego pobytu
odwiedził Wawel oraz przyjął delegację sejmową
z marszałkiem krajowym Ludwikiem Wodzickim, która
na ręce monarchy złożyła petycję w sprawie przeznaczenia
zamku wawelskiego na rezydencję cesarską. Należało
jednak zabezpieczyć mienie wojskowe i tytułem
rekompensaty postawić w Krakowie nowe koszary
i szpital wojskowy. Na to składali się nasi pradziadowie.
Wreszcie 8 lutego 1897 roku sejm
galicyjski podjął uchwałę: Celem uczczenia jubileuszu
50 - letniego panowania Franciszka Józefa, Sejm
krajowy postanawia wybudować w Krakowie kosztem
kraju i oddać na własność c.k. skarbu wojskowego
nowe budynki i zakłady dla c.k. wojska, a to w
tych rozmiarach, jakich potrzeba dla obecnej załogi
i zakładów wojskowych, pomieszczonych w zabudowaniach
Wawelu. Po zupełnym opróżnieniu w ten sposób Wawelu,
złoży Sejm u stóp Tronu ponowną prośbę, by Najjaśniejszy
Pan zamek wawelski w swe posiadanie objąć raczył.
Zarazem Sejm wyznaczać będzie co roku w budżecie
odpowiednią sumę na odbudowanie zamku królewskiego
na Wawelu.
Uchwały Sejmu cesarz Franciszek
Józef I skwitował telegraficznie: Przyjmując do
wiadomości uchwałę Sejmu galicyjskiego w sprawie
krakowskiego zamku na Wawelu jako rezydencji,
wypowiadam Sejmowi za okazane mi ponownie tą uchwałą
patriotyczne i dynastyczne uczucia Moje Cesarskie
podziękowanie. 15 lipca 1903 roku podpisano umowę
w kwestii przeznaczenia zamku wawelskiego na rezydencję
cesarską. Tym samym zamek przechodził na własność
kraju. Postawienie nowych obiektów wojskowych
kosztowało krocie. Ale taki był patriotyczny wymóg.
Dostrzegano bowiem w Wawelu zaczyn nowego życia,
jakąś tajemną moc, która kiedyś wyzwoli powstanie
nowego państwa polskiego.
Sam dżwięk wyrazu Wawel - pisał
architekt Sławomir Odrzywolski - rozbudza w duszy
każdego Polaka tyle potężnych wrażeń. Wierzono
- szczególnie na początku XX wieku - że orzeł
polski właśnie tutaj na Wawelu rozwinie skrzydła,
a nowy pomazaniec przyjmie sakrę królewską w katedrze
krakowskiej, tak jak czyniono to przez czterysta
lat. Wtedy słowo Wawel nabierało mistycznego brzmienia,
uosabiając niepodległość. Wawel jako symbol odsłaniał
współczesnym minioną rzeczywistość, kształtował
wyobrażnię. W odczuciu elit było to niekwestionowane
sanktuarium Boga i narodu, a przecież symbole
zawsze opierały się wszelkim innym środkom poznania.
Architekt Władysław Ekielski na
początku XX stulecia pisał, że Wawel ogniskować
winien życie narodu, najidealniejszy wykwit jego
państwowej i umysłowej kultury i być jej widomym
znakiem w formie szeregu budowli, które wzniesie
żywy jego organizm.
Gdy pamiętnego dnia 7 sierpnia 1905
roku wreszcie podpisano akt przekazania zamku
królewskiego narodowi, to w krakowskich świątyniach
śpiewano pieśń stworzoną przez Wincentego z Kielczy
z racji kanonizacji św. Stanisława biskupa i męczennika
- "Gaude Mater Polonia".
O ciesz się, matko - Polsko, w sławne
Potomstwo płodna! Króla królów
I najwyższego Pana wielkość
Uwielbiaj chwałą przynależną.
Albowiem z Jego łaskawości
Biskupa Stanisława męki
Niezmierne, jakie on wycierpiał.
Jaśnieją cudownymi znakami.
(...)
Ponieważ stale wspominał
On okrucieństwo tyranowi,
Koronę zdobył męczennika,
Padł posiekany na kawałki.
(...)
A przeto szczęsny, ty Krakowie,
Uposażony świętym ciałem,
Błogosław po wsze czasy Boga,
Który z niczego wszystko stworzył.
Niech Trójcy Przenajświętszej zabrzmi
Cześć, chwała, sława, uwielbienie,
A nam tryumfy męczennika
Niech wyjednają radość wieczną (tł. L. Staff)
Hymn ten wykonywany był w czasie
najważniejszych uroczystości narodowych i religijnych.
Towarzyszył też odzyskaniu zamku królewskiego
na Wawelu przez naród polski.
|