|
Uważa się, że wzgórze Kaim było najdalej na zachód wysuniętą placówką Rosjan, z której ostrzeliwali oni twierdzę. W rzeczywistości wojska rosyjskie przesunęły się zapewne jeszcze dalej, jednak odchylając ku południowi od zasadniczego kierunku ataku, którym był Trakt Lwowski.
Przypomnijmy bieg wypadków: pierwsza próba ataku na Twierdzę Kraków nie powiodła się. W dniu 22 listopada 1914 roku 18 batalionów i ponad 100 dział artylerii fortecznej odrzuca Rosjan od północno-wschodniego VI Obszaru Warownego twierdzy. Niebezpieczeństwo, zagrażające od strony Proszowic, Kocmyrzowa i Wawrzeńczyc zostaje zażegnane. Nie mijają dwa tygodnie i wojska rosyjskie znów zbliżają się do wrót twierdzy. Rozpoznanie lotnicze przynosi wiadomość: XXI Korpus gen. Radko Dymitriewa pełznie w kierunku Wieliczki. Zamierzenia zdolnego dowódcy, jakim był Dymitriew, stają się jasne: znając zapewne z grubsza lokalizację fortów krakowskich (nie ucichły jeszcze echa szpiegowskiej afery płk. Redla), będzie się starał prześliznąć do twierdzy przez najsłabiej ufortyfikowany, północny skraj VII Obszaru Warownego.
Atak po osi Traktu Lwowskiego, biegnącego skrajem wzgórz Bieżanowa, Prokocimia a mokradłami Wisły dawał szansę powodzenia. Austriacy licząc na wielkie trudności terenowe pozostawili pomiędzy fortem 50 "Prokocim" a małą, nadrzeczną "Lasówką" 50a duże; pięciokilometrowe międzypole. Jednakże obrona tego odcinka nie spoczywała wyłącznie na barkach załóg wymienionych fortów. O powodzeniu (lub porażce) ataku na twierdzę decydowało unieszkodliwienie silnie ufortyfikowanej linii obrony na wzgórzach Kosocic i Rajska. Bez tego niezbędnego warunku wpychanie wojsk pomiędzy górujące forty VII Obszaru Warownego a Wisłę byłoby przysłowiowym kładzeniem głowy pod topór.
Zrozumiała się staje teraz zaciekłość, z jaką Rosjanie ostrzeliwali forty kosocickie, tkwiące niby żelazny rygiel w bramie do twierdzy, którą była Pradolina Wisły.
fragment art. Jadwiga Środulska-Wielgus - Krzysztof Wielgus
|